Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

Głową muru nie przebiję

24.01.2012
Autor: Rozmawiała: Paulina Malinowska-Kowalczyk
Źródło: fot.: Robert Szaj, www.sxc.hu

Sytuacja Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych START jest wręcz dramatyczna. Przekłada się ona również na kondycję polskiego sportu paraolimpijskiego. To wszystko na niewiele ponad 200 dni przed otwarciem Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie.

Z Robertem Szajem, od roku prezesem PZSN START, pierwszym wiceprezesem Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, rozmawiała Paulina Malinowska-Kowalczyk.

Paulina Malinowska: W swoim noworocznym wystąpieniu Phil Craven (prezydent Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego) powiedział, że rok 2012 będzie najważniejszym rokiem w historii ruchu paraolimpijskiego. Jaki będzie on dla sportu paraolimpijskiego w Polsce?
Robert Szaj: To, co się wydarzy w drugiej połowie roku, będzie naprawdę ważne. Staramy się dobrze przygotować do tych igrzysk, ale na dzień dzisiejszy te przygotowania nie ruszyły. Ze względu na sytuację z finansowaniem i stanem prawnym STARTU nie jestem w stanie podjąć decyzji o podjęciu zobowiązań, nie mając ani decyzji o przyznanych kwotach dotacji, ani o tym, jaki zakres tych przygotowań będzie przyznany START-owi w ramach konkursu, w którym wystartowaliśmy.

Tajemnicą Poliszynela jest, że START stracił płynność finansową.
Nie chodzi o płynność finansową; to jest organizacja pozarządowa, która korzysta z dotacji i realizuje zadania publiczne, które są zlecane.

„Stracił płynność finansową” to nie zarzut, tylko stwierdzenie faktu, gdyż organizacja nie ma środków, by zapewnić finansowanie przygotowań sportowców do igrzysk.
Przygotowanie do igrzysk paraolimpijskich jest zadaniem państwowym. To powinno być finansowane. Zeszły rok był tragiczny. Zastałem organizację z dziurą finansową, którą musiałem “zasypać” pożyczkami i kredytami.

Po drugie - system, w którym my funkcjonujemy, jest niesprawiedliwy i dyskryminujący takie organizacje, jak nasza, czyli zajmujące się sportem osób niepełnosprawnych.

To wynik nowej ustawy o sporcie?
Oczywiście. Poprzedni minister sportu, pan Adam Giersz, który chyba nie był nam przychylny, nie słuchał i nie przyjął naszych argumentów w pracach nad ustawą o sporcie, która dla naszego środowiska jest bardzo zła.

Ustawa weszła w życie jesienią 2010 roku. Mieliście ponad rok, by PZSN START - który tak naprawdę nie ma statusu związku, a więc nie ma też prawa do dwuletniego okresu przejściowego, jak związki sprawnych - zmienił swój status. Dlaczego przez cały rok nie udało się tego zrobić?

Wniosek o uznanie nas jako polski związek złożyliśmy w drugim kwartale 2011 roku.

Na zdjęciu: tor biegowy
Fot.: www.sxc.hu

Maj, czerwiec?
W maju. Ministerstwo przez prawie pół roku nie wykonało żadnego ruchu. Dopiero gdy odbyłem naradę z prawnikami i oni uznali, że działanie ministerstwa ociera  się o zaniechanie działalności urzędu, dopiero gdy prawnicy pojawili się w ministerstwie, ministerstwo zaczęło prowadzić z nami korespondencję. Skandal.

Powiem, na czym polega problem z tą płynnością. To, że jakieś zadanie jest zadaniem państwowym, oznacza, że powinno być finansowane, a nie refinansowane.  Jeżeli jest tak, że mam budżet 5-6 mln złotych, to na miesiąc jest to średnio 500-800 tys. Zadania państwowe są zadaniami zlecanymi, a przygotowanie do igrzysk paraolimpijskich, mistrzostw świata, mistrzostw Europy to zadania stricte państwowe. W obecnym systemie, dlatego że nie jestem związkiem w rozumieniu ustawy,  te zadania są nam przyznawane w trybie konkursowym.

I refinansowane nie wiadomo kiedy?
Podam przykład. Ostatnią transzę z ministerstwa na zadania od sierpnia do grudnia 2011 otrzymałem w drugiej połowie grudnia, tuż przed świętami. To oznacza, że na ten okres muszę brać drogie kredyty, bo nikt takiej organizacji “tanich pieniędzy“ nie chce dać.

Kto płaci odsetki?
To jest problem; szukam sponsorów.

Na pokrycie odsetek?
Szukam środków, żeby te odsetki pokryć. Ten system jest chory. Za chwilę pojawi się zarzut, że jestem organizacją, która ma słabą płynność finansową, bo ministerstwo nie jest w stanie na bieżąco finansować mojej działalności. Z drugiej strony, nie daje mi się statusu polskiego związku sportowego i mówi, że nie mogę pewnych działań wykonywać. Kwadratura koła. Nie jestem w stanie finansować zadań, na które nie otrzymałem środków.

To punkt widzenia prezesa - urzędnika. Co to oznacza dla zawodnika przygotowującego się do igrzysk, który jeszcze chce powalczyć o nominacje?
To samo, co dla mnie. Na dzisiejszy dzień nie wiem, czy będę prowadził szkolenie w tenisie stołowym, czy nie. Nie wiem, jaką kwotę w tym roku dostanę na przygotowania i występy naszych zawodników na arenach międzynarodowych.  Podjąłem tylko decyzję o wysłaniu Kasi Rogowiec do Stanów na Puchar Świata, bo to było jakieś zobowiązanie i zostanie zrefinansowane za jakiś czas, ale muszę znowu pokrywać to kredytem lub prosić kontrahentów o wydłużone terminy płatności, choć nikt nie będzie pół roku czekał na swoje pieniądze. Jeżeli chodzi o wpisowe, to musi być wpłacone najpóźniej dzień przed imprezą; w przeciwnym wypadku zawodnicy nie zostaną dopuszczeni do startów. Żaden organizator nie poczeka pół roku na dziesięć tysięcy dolarów.

Na zdjęciu: Katarzyna Rogowiec, fot.: Robert Szaj
Na zdjęciu: Katarzyna Rogowiec, fot.: Robert Szaj

To oznacza, że szermierze nie pojadą do Malchowa na zawody Pucharu Świata, a ciężarowcy do Wielkiej Brytanii?
R.Sz. : Jeśli chodzi o ciężarowców, to bilety zapłacimy, gdy otrzymamy środki, a każdy musi wyłożyć własne pieniądze na wpisowe.

To samo dotyczy szermierzy?
Będę rozmawiał z prezesem Nowickim, ale sytuacja jest trudna. Nie mam środków. Wydaję pieniądze, które otrzymam z ministerstwa dopiero za kilka miesięcy. Pożyczam więc na ten wyjazd.

Justyna Kozdryk, nasza najjaśniejsza gwiazda w podnoszeniu ciężarów, nie ma nominacji. By ją zdobyć, musi polecieć na zawody do Dubaju.
Oczywiście poleci. Gdy zgłaszaliśmy zawodników na wyjazd do Wielkiej Brytanii, Justyna była na takim miejscu w rankingu, które pozwalało jej pojechać na Igrzyska. Niestety, nie mieliśmy w zeszłym roku środków na zapewnienie zawodnikom odpowiedniej liczby wyjazdów i startów…

Więc nie jeździli.
A cały świat jeździł. W stosunku do planów i złożonych w ministerstwie dokumentów, otrzymaliśmy 65 proc. środków. 35 proc. działań nie zrealizowaliśmy.  Z niektórych rezygnowaliśmy, bo nie byliśmy w stanie na bieżąco tego opłacać. Zaciągając kredyt, finansujemy fundusz rozwoju kultury fizycznej czy budżet państwa. W momencie gdy Justyna wypadła z miejsca rankingowego pozwalającego jej na wyjazd do Londynu, próbowaliśmy ją dołączyć do listy do Wielkiej Brytanii. Niestety IPC nam odmówiło.

Dlaczego?
Było za późno.

W sytuacji gdy nie wiadomo, czy ciężarowcy do Wielkiej Brytanii dotrą, ten Dubaj to i tak ostatnia szansa.
Dubaj będzie na pewno. Do Wielkiej Brytanii zawodnicy też dotrą, bo bilety już są zarezerwowane. Wpisowe będzie klubom zrefundowane, gdy otrzymamy pieniądze z ministerstwa. Wszyscy pytają: “A sponsorzy?“. Sport niepełnosprawnych to sport niekomercyjny, na taką działalność nikt nie daje wielkich pieniędzy. Wiem, jak trudno zdobyć środki finansowe. Bez pokazywania tego sportu, bez pieniędzy na promocję nie jesteśmy w stanie zdobyć pieniędzy. Sponsor zapłaci za swoje logo, za prezentację swojej firmy. Chodząc po firmach i zbierając pieniądze – choćby na książkę “Najlepsi sportowcy niepełnosprawni”, współfinansowaną przez PFRON - udało mi się zdobyć kilku sponsorów. To nie były wielkie kwoty - po 5-8 tys. złotych.  Pozwoliło to w części sfinansować tę książkę, a resztę, bo zostało trochę tych pieniędzy, dałem na wkład własny do innych zadań finansowanych z Ministerstwa Sportu lub na pokrycie odsetek. Ale to małe kwoty. Nie jestem w stanie zdobyć dużych środków na sport, którym się nie interesują media mainstreamowe.

Jaskółką są stypendia pozyskane w AVIVIE dla zawodników przygotowujących się do letnich igrzysk.
Ale to pieniądze, które trafiają bezpośrednio do zawodnika. Głównym problemem są środki na przygotowania. Muszę się martwić, czy zawodnik ma za co pojechać na zgrupowania, na jakim sprzęcie przygotowuje się do igrzysk, za co ma polecieć na turniej kwalifikacyjny. Przepisy w ministerstwie często mówią o tym, że trzeba być w pierwszej trójce na świecie, żeby można było pojechać na turniej kwalifikacyjny poza kontynent europejski. Po co mam wysyłać zawodników, którzy są w pierwszej trójce, kiedy oni już mają kwalifikacje. Muszę tam wysyłać zawodników, którzy mają dopiero szansę dotrzeć na szczyt. Ministerstwo nie chce np. zimą wysyłać naszych zawodników ścigających się na asfalcie na wózkach czy niewidomych kolarzy z Crossu na zagraniczne zgrupowania, na których po asfalcie jeździć można - do Hiszpanii czy na Cypr. U nas śnieg i lód na drogach - każdy to wie. A na autostradę rowerem czy wózkiem wjechać nie można. To koszty porównywalne ze zgrupowaniami w Polsce. Ale dla ministerstwa to zagranica, a tam jeździ się chyba w nagrodę, a nie po to, by ciężko pracować. Pewnie wszyscy sobie o nas przypomną, gdy się skończą igrzyska olimpijskie. Wtedy zostaną dwa tygodnie na przygotowania.

System stworzony przez byłego ministra Adama Giersza był zły. “Rozwalił” polski sport sprawnych i bardzo dobrze, że nie do końca daliśmy się wciągnąć w te niezbyt dobre pomysły, żeby stworzyć klub “Londyn” dla paraolimpijczyków. Bo to byłaby taka sama porażka, jak w lekkiej atletyce pełnosprawnych. Przez naszą krnąbrność minister Giersz postanowił nie rejestrować nas jako związku, tylko rozparcelować ten sport po związkach pełnosprawnych, które zazwyczaj mają swoje problemy z zadaniami, które już realizują. Wyjątek stanowi Polski Związek Tenisa Stołowego, który nie ma sukcesów w sporcie zdrowych i postanowił zawłaszczyć sport niepełnosprawnych, widząc lukę w systemie prawnym. Stąd protest, który został wysłany do minister sportu.

Protest z jakiego powodu?
Protest wobec prób wyłączenia tenisa ze START-u.

Kto próbuje wyłączyć tenis?
Urzędnik za biurkiem decyzją administracyjną, przekierowując finansowanie tenisa stołowego z PZSN START do Polskiego Związku Tenisa Stołowego.

A kto teraz ma prawo powoływania członków kadry?
Ja tę kadrę powołuję, po czym proszę polskie związki pełnosprawnych, bo ja nie jestem polskim związkiem, żeby oni ją powołali na postawie listy do nich wysłanej.

Czyli PZSN START jej nie powołuje.
Moja organizacja powołuje, bo ma wiedzę.

Ale z prawnego punktu widzenia - nie robi tego.
Z powodu ustawy nie mogę.

Co z organizacją mistrzostw Polski, Pucharów Polski?
W tym roku w ogóle nie będzie mistrzostw i Pucharów Polski, bo ministerstwo postanowiło nie finansować nam tego. Mamy pieniądze na rynku znaleźć.

Była już taka sytuacja?
Nie, to pierwszy raz.  Formalnie my nie możemy robić tych mistrzostw, bo nie jesteśmy polskim związkiem, a ministerstwo i tak tego nie finansuje, bo postanowiło zrównać prawa niepełnosprawnych z pełnosprawnymi, a pełnosprawnym nie finansują. Więc nam też nie. Absurd za absurdem.

Sytuacja jest krytyczna. Nie możecie powoływać kadry, tylko słać listy do związków sprawnych…
A mnie nie chcą uznać za polski związek, bo jest niechęć do sportu paraolimpijskiego w ogóle. 
 
Dlaczego jest niechęć?
Może była ta niechęć. Jest nowa pani minister. Jednak zanim nowa pani minister wdroży się w sprawy operacyjne, to trochę czasu minie. Najważniejsze problemy w ministerstwie to Euro, budowa stadionu narodowego. To zrozumiałe, bo to jest priorytet. Ale o najbardziej poszkodowanych nie można zapominać.

To wygląda tak, jakby ktoś chciał, żeby PZSN START się wywrócił. Komu na tym zależy?
Myślę, że już odpowiedziałem na to pytanie.

Ale sytuacja się zmieni, bo jest nowa pani minister.
Z panią minister widziałem się dopiero na komisji sejmowej, ale do spotkania, by porozmawiać o problemach, jeszcze nie doszło. Natomiast spotkałem się już z nowym wiceministrem Jackiem Foksem w drugim dniu jego pracy  i przestawiłem wszystkie problemy, czyli to, że nic nie mogę. Uważam, że do tej pory była to złośliwa gra przeciwko rejestracji naszego związku. Mam nadzieję, ze to się zmieni.

Ostatnia sprawa. W zeszłym roku, po igrzyskach w Vancouver, w plebiscycie “Przeglądu Sportowego” i na Gali Mistrzów Sportu nie było sportowca z niepełnosprawnością. W tym roku sytuacja wygląda tak samo. Dlaczego tak się dzieje?
W połowie listopada rozmawiałem z bardzo przychylnym nam redaktorem Marcinem Kalitą, naczelnym “Przeglądu”. Kontaktowałem się z panem Włodzimierzem Szaranowiczem, szefem sportu w TVP. Powiedział, że ma tyle spraw związanych z Euro i igrzyskami olimpijskimi, że nie ma czasu na sport niepełnosprawnych. Redaktor Kalita powiedział, że przekaże moje sugestie. Miałem dwie, oczywiście Katarzyna Rogowiec…

Która po Vancouver nie została nagrodzona.
Zdobyła mnóstwo medali mistrzostw świata w Chanty Matyjsku. I druga propozycja do wyboru, żeby uhonorować naszych koszykarzy, którzy  zakwalifikowali się do igrzysk paraolimpijskich. Niestety, miałem sygnał od redaktora Kality, że Telewizja Polska, cytuję: “w tej formule, jaką przewiduje, nie widzi miejsca dla sportu niepełnosprawnych”. I głową muru nie przebiję.

Komentarz

  • Bajki
    wujek Józef
    09.04.2012, 22:19
    Pan Szaj skutecznie niszczy sport ON i jeszcze bezczelnie zwala wine na innych ! Zna się na tym. Nie pierwszy to etat gdzie stosuje tę taktykę. Poczytajcie sobie w necie o tym człowieku ! Gdybyście nie wiedzieli, teraz jego jedynym celem jest spieniężenie majątku PZSN i przejście do innych, ważnych działań. Wujek Longin wciąż stoi za nim murem !

Dodaj odpowiedź na komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin
Prawy panel

Sonda

Czego najbardziej Ci brakuje, gdy kolejne dni spędzasz w domu z powodu zagrożenia koronawirusem?

Biuletyn

Wspierają nas