Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

WTZ: akcja likwidacja?

02.03.2015
Autor: Agnieszka Fiedorowicz, fot. Piotr Stanisławski
starsza już kobieta z niepełnosprawnością intelektualną modeluje coś z gliny na stole podczas jakiegoś wydarzenia na zewnątrz w lecie

Warsztaty Terapii Zajęciowej (WTZ) miały pomagać „pozyskiwać lub przywrócić umiejętności niezbędne do podjęcia zatrudnienia”. Większość tego nie robi, do pracy trafia ok. 1 proc. uczestników WTZ.

Dział gastronomii oferuje różnorodne menu: znajdziemy tam i kurczaka po bałkańsku, i klopsa, i rybę. Do serwowania codziennie dwudaniowych obiadów dochodzi obsługa cateringowa zewnętrznych imprez. Pracownicy działu poligrafii oferują druk wizytówek, kartek świątecznych i materiałów szkoleniowych, ci z ogrodniczego świetnie radzą sobie z pieleniem, strzyżeniem żywopłotów, a w okresie zimowym - odśnieżaniem chodników.

Tak szeroki zakres usług oferuje wrocławski Zakład Aktywizacji Zawodowej (ZAZ), przy ul. Litomskiej, który zatrudnia 36 osób z niepełnosprawnością. Pod tym samym adresem co ZAZ mieścisię też WTZ prowadzony przez Stowarzyszenie Ostoja.

– Nasz ZAZ z założenia zostawy budowany przy WTZ-cie, który od początku jest dla nas zapleczem kadrowym. Ściśle współpracujemy z warsztatem, część prowadzonych w WTZ pracowni: ogrodnicza, gospodarstwa domowego i poligraficzno-komputerowa są sprofilowane pod działalność ZAZ. Dzięki temu trafiają do nas osoby dobrze przygotowane do podjęcia pracy – wylicza Ewa Wójcik, dyrektor ZAZ Wrocław, a także prezes Związku Pracodawców Zakładów Aktywności Zawodowej (ZPZAZ). Taka współpraca jest modelowa, ale niestety, wciąż rzadka.

System do przechowywania

W Polsce jest 2,1 mln osób z niepełnosprawnością w wieku produkcyjnym, spośród których pracuje 28 proc. – wynika z danych GUS za III kwartał 2014 r. Choć z każdym rokiem wskaźnik ten się poprawia, to wciąż daleko nam do innych krajów Unii Europejskiej, gdzie zatrudnienie znajduje ponad połowa osób z niepełnosprawnością.

– Według prognoz w ciągu najbliższych 20 lat w wyniku zmian demograficznych na rynku pracy może zabraknąć nawet 4 mln pracowników, co spowoduje konieczność uruchomienia rezerw. Taką grupą, która w znacznej mierze pozostaje bierna, a mogłaby pracować, są osoby z niepełnosprawnością – zauważa dr Grzegorz Baczewski, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy Konfederacji Lewiatan – Niezbędne jest jednak wcześniejsze przygotowanie osób niepełnosprawnych, wyposażenie ich w kwalifikacje poszukiwane na rynku pracy i zdobycie doświadczenia zawodowego – wylicza ekspert. Tę funkcję edukacyjną miały spełniać WTZ.

– Model zakładał trzy szczeble: Warsztaty Terapii Zajęciowej, Zakłady Aktywności Zawodowej i Zakłady Pracy Chronionej (ZPCh), z możliwością przejścia z każdego szczebla na rynek otwarty – wyjaśnia Ewa Wójcik.

Słabym ogniwem systemu okazały się WTZ, które wcale lub nie za dobrze przygotowują do podjęcia przez uczestników pracy zawodowej. Dlaczego tak się dzieje?

Warsztaty Terapii Zajęciowej powołano w 1991 r. Obecnie z 684 placówek korzysta prawie 25 tys. uczestników, a liczba warsztatów, jak i uczestników rośnie. Tworzyć je mogą zakłady pracy, organizacje pozarządowe i jednostki samorządowe.

Działalność WTZ jest w ponad 90 proc. finansowana ze środków PFRON przekazywanych przez starostwa. Od 1997 r. mają też rehabilitować podopiecznych zawodowo. Problem w tym, że WTZ wciąż koncentrują się w działaniach na tzw. rehabilitacji społecznej, a zawodową traktują po macoszemu.

Kredki zamiast stolarki

„Dla części rodziców WTZ jest po prostu placówką opiekuńczą, która na kilka godzin w ciągu dnia odciąża rodzica od obowiązku opiekowania się swoim dzieckiem” – zauważają autorzy raportu. „Bo te parę godzin on jest pod opieką, czegoś tu się nauczy, (…) a potem widzę w domu, że daną rzecz zrobił… coś tam z tego wynosi” – tłumaczy rodzic uczestnika.

Jak pokazuje raport, zdecydowana większość WTZ pracuje nad usprawnieniem codziennego funkcjonowania takich sfer, jak: wygląd i higiena osobista, odżywianie, gotowanie, prowadzenie gospodarstwa domowego (ponad 90 proc.). W ramach tzw. rehabilitacji społecznej podopieczni uczą się nawiązywania i podtrzymywania relacji społecznych, czyli sposobów komunikacji i rozwiązywania konfliktów. W większości warsztatów prowadzona jest także rehabilitacja fizyczna oraz zajęcia z psychologiem – grupowe i indywidualne. WTZ oferują możliwość udziału w dodatkowych zajęciach tematycznych, kołach zainteresowań: teatralnych, muzycznych, plastycznych. Łącznie uczestnicy badanych WTZ w 2013 r. brali udział w 11 822 wycieczkach lub imprezach: wystawach i konkursach.

Podstawą są jednak zajęcia w pracowniach, głównie: gospodarstwa domowego (mają 93 proc. badanych WTZ), plastycznych (73 proc.) oraz komputerowych (70 proc.). Ponad połowa warsztatów ma też pracownie krawiectwa albo stolarstwa. Niestety, jak zauważają autorzy raportu „prowadzone tam zajęcia w rzeczywistości nie mają dużo wspólnego z przygotowaniem do zawodu”. Przykłady? „W pracowni introligatorskiej zajmowano się lepieniem z gliny, malowaniem i robieniem kartek świątecznych”.

Zajęcia w pracowni komputerowej? „Jedna osoba pracuje na komputerze. Najpierw odczytuje mejle wysłane przez instruktorkę, następnie wykonuje polecenia terapeutki w programie Word. Druga osoba nie obsługuje komputera. Najpierw na polecenie terapeutki myje podkładkę, którą zabrudziła. Później idzie umyć ręce, przez jakiś czas nie wraca, spaceruje po korytarzu, terapeutka pozwala jej na to. Po jakimś czasie wraca do pracowni, dostaje kolorowanki” – wylicza raport.

Zajęcia w kolejnej pracowni introligatorskiej? „Uczestnicy siedzą blisko siebie i słuchają na komputerze kazania lubianego księdza. Terapeutka wraz z uczestnikami omawia słuchowisko; uczestnicy lepią z gliny. O 12 jest przerwa na modlitwę, chętni wychodzą się pomodlić, reszta zostaje w pracowni. (…) To raczej jest spokojne spędzanie czasu niż robienie czegoś w konkretnym celu i w odpowiednim tempie. Praca przebiega w sposób jednostajny, można odnieść wrażenie, że jest czasem po prostu nudna” – wnioskują raportujący.

– Zajęcia w WTZ powinny w większym stopniu polegać na współpracy z pracodawcami, być związane z realną pracą na rynku, a nie malowaniem i wycieczkami. Gdy te zajęcia są prowadzone w oderwaniu od rynku, to osoby niepełnosprawne nie zyskują kompetencji, a z drugiej strony – dla potencjalnych pracodawców doświadczenie np. z WTZ nie jest brane pod uwagę jako dobry punkt w CV – wyjaśnia dr Grzegorz Baczewski.

Praca – obiekt pożądania?

Eksperci rynku pracy nie ukrywają, że zatrudnianie osób z niepełnosprawnością jest trudne.

– Wielu pracodawców wciąż nie jest świadomych, że koszty związane z niespełnianiem wskaźnika zatrudnienia osób niepełnosprawnych to nie są koszty, które trzeba traktować jako podatek i bezwzględnie je ponosić, że są instrumenty, które pozwalają je ograniczać poprzez właśnie tworzenie miejsc pracy dla tych osób – wylicza dr Grzegorz Baczewski. – Ogromną pracę wykonuje PFRON i organizacje pozarządowe, które przekonują pracodawców, że warto zainwestować w zatrudnienie takiej osoby, walczą ze stereotypami, by nie były one postrzegane jako trudne we współpracy. Niestety, rzadko w tę promocję angażują się WTZ. Niewielka część szuka kontaktu np. z lokalnymi pracodawcami czy urzędami pracy.

Grzegorz Baczewski zauważa, że bariera, jaką był do tej pory niskipoziom wykształcenia, stopniowo znika. W 2013 r. (wg danych GUS) – studiowało 31,6 tys. osób z niepełnosprawnością. Większym problemem jest brak kwalifikacji i doświadczenia zawodowego.

– Pracodawcę może motywować dofinansowanie z PFRON, ale najpierw pyta o umiejętności. Jeśli znajdzie doświadczoną główną księgową, to fakt, że ona jest na wózku, ma znaczenie drugorzędne – przekonuje Adam Hadław, ekspert Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPON), dyrektor ds. pracodawców.

Aż 98 proc. WTZ podejmuje działania w zakresie aktywizacji zawodowej, ale najczęściej są one bardzo ogólne i dotyczą jedynie niewielkiej części uczestników. Rehabilitacja polega na rozwijaniu tzw. kompetencji pracowniczych, takich jak: motywacja, odpowiedzialność, punktualność, gotowość do wykonywania poleceń, umiejętność współpracy. Część WTZ organizuje wycieczki do zakładów pracy i grupowe zajęcia z doradcą zawodowym (bierze w nich udział 20 proc. uczestników), wizyty w PUP i indywidualne doradztwo zawodowe (ok. 10–14 proc. uczestników). Tylko 12 proc. oferuje płatne staże dla swoich uczestników.

We wrocławskim WTZ uczestnicy warsztatów utrzymują stały kontakt z sąsiadującym ZAZ: najpierw z terapeutami przychodzą na wycieczki, poznają zakład. Potem trafiają na praktyki, a wreszcie zostają zatrudnieni

– Przejście do ZAZ, a potem – na rynek pracy jest postrzegane jako awans społeczny. Nasi pracownicy gastronomii widzą natychmiast efekty pracy. Ktoś przychodzi zjeść obiad i wychodzi najedzony i zadowolony, a ci w warsztatach narobią naczyń z gliny, które nie powstają na zamówienie, więc rzadko znajdują nabywcę – zauważa Ewa Wójcik.

Dlatego jednoznaczną chęć do podjęcia zatrudnienia w większości wyrażają jedynie uczestnicy 28 proc.WTZ. W możliwość podjęcia przez nich pracy nie wierzą sami opiekunowie. Ich zdaniem prawie połowa wszystkich uczestników WTZ nie nadawała się w chwili realizacji badania do podjęcia jakiegokolwiek zatrudnienia.

Bo zabiorą mi rentę

– Często spotykam się też z argumentacją: „Nie pójdę do pracy, bo mi zabiorą rentę”. A jej odzyskanie po utracie pracy nie jest automatyczne – mówi ekspert POPON. Uczestników WTZ często demotywuje też strach przed brakiem możliwości powrotu do WTZ, gdy im się nie powiedzie, ponieważ na ich miejsce automatycznie przyjmowana jest kolejna osoba. WTZ, z którym współpracuje wrocławski ZAZ, zostawia „furtkę bezpieczeństwa”.

– Umawiamy się, że jeśli ktoś z WTZ przychodzi do nas do pracy, to na jego miejsce w WTZ wchodzi osoba, „na zastępstwo”. Jeśli nowy pracownik nie sprawdzi się, będzie miał jakieś problemy – to nawet po kilku miesiącach ma prawo powrotu do WTZ. W ten sposób uczestnicy WTZ mogą bezpiecznie sprawdzić się, naprawdę pracując, ale wiedzą, że w razie czego mają dokąd wrócić – wylicza Ewa Wójcik.

Autorzy raportu zauważają, że WTZ, które stosują taką praktykę, znacząco zwiększają liczbę osób „wypuszczanych na rynek pracy”. Ewa Wójcik wie, że podjęcie pracy, czy to z poziomu WTZ, czy z ZAZ na otwartym rynku jest stresujące.

– Nie zostawiamy ludzi samych sobie, zapewniamy im przez jakiś czas opiekę trenera pracy, dopytujemy, jak im idzie, często wracają do nas i opowiadają o swoich sukcesach pozostałym, których to zachęca do podjęcia wyzwania.

Tworzyć miejsca pracy

Według badanych WTZ kluczowym problemem utrudniającym przebieg działań związanych z rehabilitacją zawodową jest brak odpowiednich ofert pracy dla osób z niepełnosprawnością, zainteresowania ze strony pracodawców, brak systemowego wsparcia/motywowania pracodawców. Brakuje też odpowiednio rozwiniętego chronionego rynku pracy: Zakładów Aktywności Zawodowej i Zakładów Pracy Chronionej.

– Wszyscy krzyczą, że warsztat powinien przygotowywać do ZAZ, etc., ale w Polsce jest 680 warsztatów, a ZAZ-ów – 50. To gdzie te osoby mają chodzić? U nas w mieście X, nie ma ZAZ – żali się kierownik WTZ.

– ZAZ-ów powinno być więcej, to wcale nie muszą być duże placówki ważne, by powstawały w różnych miejscach, odpowiadały na potrzeby lokalnego rynku, działały szczególnie tam, gdzie trudno o zatrudnienie na wolnym rynku – potwierdza dyrektor Ewa Wójcik.

– Jaka jest skuteczność rehabilitacji zawodowej np. w WTZ, jeśli po wyjściu z warsztatu osoba niepełnosprawna nie ma dokąd pójść, bo w pobliżu nie ma ani ZAZ, ani ZPCh, ani zakładu otwartego rynku pracy? Bez tworzenia nowych miejsc pracy każde działanie skazane jest na niepowodzenie. Dlatego wysuwamy postulat, aby powiaty miały obowiązek przeznaczania części środków (20–30 proc.) z PFRON na tworzenie nowych miejsc pracy dla osób z niepełnosprawnością. Wszyscy na tym zyskują, bo nawet jeśli po 3 latach pracodawca zatrudni osobę pełnosprawną, to i tak zostaje miejsce pracy – wylicza Adam Hadław.

Jak zapewnia ekspert POPON, tajemnica wzrostu zatrudnienia osób z niepełnosprawnością tkwi także w rozwoju gospodarki.

– Dlaczego program „trener pracy” odniósł sukces w Irlandii? Bo gdy go wprowadzano, Irlandia miała jednocyfrowe bezrobocie. Jeśli podaż miejsc pracy w Polsce będzie duża, a bezrobocie jednocyfrowe, to osobom niepełnosprawnym łatwiej będzie znaleźć pracę!

Zbyt długa rehabilitacja?

W latach 2011–2013 do zatrudnienia odeszło 1149 osób, co stanowi 1,59 proc. wszystkich przebywających w WTZ. Jedynie 27 proc. odchodzących uczestników wykluczona została z WTZ ze względu na brak pozytywnych rokowań co do dalszej rehabilitacji. Odejścia związane z pozytywnym przebiegiem rehabilitacji, przede wszystkim podjęcie zatrudnienia, stanowią jedynie 23 proc. Prawie co trzeciego WTZ nie opuścił żaden z uczestników. To wszystko sprawia, że uczestnicy zamiast maksymalnie 3 lata przebywają w WTZ średnio prawie 8 lat. Obecnie na miejsce w WTZ czeka ponad 3,5 tys. osób, a średni czas oczekiwania to 8,4 miesiąca. Tymczasem, jak wynika z raportu, wydłużanie rehabilitacji ponad 5 lat skutkuje zmniejszeniem jej efektów.

– Nie zakładano, że pobyt w WTZ będzie trwał w nieskończoność. Może należy zwiększyć monitoring postępów uczestników i zamiast oceniać ich dopiero po 3 latach, ciągle sprawdzać, na ile WTZ im służy. Warto pomyśleć nad rozwiązaniami, które kompleksowo oceniałyby każdy warsztat, na ile skutecznie realizuje on cel, jakim jest przygotowywanie uczestników do wyjścia na rynek, a na ile skupia się na tym, aby tylko czymś zajmować te osoby, ogólnie je rehabilitować – wylicza dr Grzegorz Baczewski.

Jednym z proponowanych przez autorów raportu rozwiązań jest przekształcenie formuły WTZ w taki sposób, by pracowały one z uczestnikami o różnych możliwościach, dzieląc ich na grupy „zaawansowania”. Uczestnicy mogliby przechodzić na dalsze poziomy aktywizacji zawodowej, ale też pozostawać na maksymalnym dla danej osoby etapie.

– Nie może tak być, że zlikwidujemy WTZ, ale powinno być wiele ich poziomów. Nie wszystkie osoby z WTZ czy ZAZ wyjdą na otwarty rynek. Sponad 30 moich pracowników, po 6 latach pracy wiem, że 20 w ogóle nie wyjdzie na otwarty rynek. Ale jeśli będą się angażowali tu w pracę, to powinni dalej pracować w ZAZ, a jeśli ich stan zdrowia się pogorszy, to powinnam mieć możliwość cofnięcia ich do WTZ, nie da się tego zrobić, dla nich też musi być gdzieś miejsce. Taką funkcję powinny spełniać ŚDS (Środowiskowe Domy Samopomocy), do których trafiałyby osoby, których wieloletnia rehabilitacja w WTZ nie przynosi rezultatów. O WTZ mówi się dziś, że pełnią funkcję „przechowalni”, ale nie patrzy się na najszerszy kontekst: uczestnicy WTZ to osoby, które nie wymagają dodatkowego wsparcia przez pomoc społeczną w danym regionie, nie absorbują swoich rodzin, opiekunów, którzy w tym czasie mogą np. pracować, płacić podatki – wylicza Ewa Wójcik.

– Nie możemy oczekiwać, że wolny rynek wszystko za nas załatwi – państwo powinno wspierać chroniony rynek pracy i chronić każde istniejące tam miejsce pracy. Otwarty rynek nie jest w stanie wchłonąć wszystkich osób z niepełnosprawnością. Duża ich część, nawet mając możliwość pracy na otwartym rynku, wybiera ZPCh, ponieważ zapewnia on opiekę medyczną, rehabilitację a także dofinansowuje zakup leków czy wyjazd na turnus rehabilitacyjny. Zakład pracy chronionej to nie tylko stanowiska pracy, ale także miejsce, gdzie osoby niepełnosprawne otrzymują wsparcie procesu rehabilitacji leczniczej i społecznej, tego nie oferuje otwarty rynek pracy – podkreśla Adam Hadław.

Co jednak z WTZ? Wielu ich pracowników uważa, że dyskusje na temat zawodowej funkcji warsztatów „powodują odwrócenie uwagi od najważniejszego: rehabilitacji społecznej i polepszenia jakości życia osób niepełnosprawnych. WTZ daje im możliwość przebywania w środowisku, gdzie są po prostu szczęśliwi”– mówią autorom raportu.


Cytaty, dane liczbowe i procentowe pochodzą z publikacji "Badanie sytuacji Warsztatów Terapii Zajęciowej", wydanej przez PFRON w 2014 r. Pełna treść raportu dostępna jest na stronie PFRON (plik PDF, 10,9 MB).

 

Komentarz

  • Artykuł jak z "Faktu"
    Honorata
    04.03.2015, 15:01
    Tendencyjnie napisany, ukierunkowany na złe skojarzenia z WTZtami. Mam taki po sąsiedzku, widzę jak pracują - akurat tu pracownia komputerowa to nie tylko word (poza tym jak mozna tak pisać ? więcej klasy! ). Problem leży w systemie w BRAKU MIJESC ZATRUDNIENIA i w tym, że niepełnosprawni z WTZ nie mają w małych miastach dokąd iść, zatem zostają w WTZ bo co jest ich alternatywą ? dom? patrzenie w 4 ściany? Może zamiast oceniać WTZ jako najsłabsze ogniwo warto spojrzeć na to kolejne które jest zerwane ! Najłatwiej wylewać pomyje na tego co jest najniżej. To nie WTZ jest problemem, tylko sstworzony system.

Dodaj odpowiedź na komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin
Prawy panel

Wspierają nas