sobota, 11 lutego 2012 r.
Poradnik centrum
Fundacja Integracja - KRS 0000 144 578
Strona główna >> Poradnik centrum >> Żyjmy lepiej >> W życiu jak w sporcie...
W życiu jak w sporcie...
Autor: tekst: Magdalena Gajda, fot.: Piotr Stanisławski, Źródło: Magazyn Integracja 6/2008

W cyklu „Laureaci Konkursu Człowiek bez Barier 2008” prezentujemy sylwetkę kolejnej wyróżnionej osoby:

*****

zdjęcie: Ewa Zielińska, fot.: P. Stanisławski- Najważniejsze jest, aby mieć przy sobie życzliwych, pomocnych, bezinteresownych ludzi i samemu takim być dla innych – mówi Ewa Zielińska, laureatka konkursu „Człowiek bez barier 2008”.

Pochodzi z niewielkiej miejscowości Kopojno k. Konina w województwie wielkopolskim, ale swoje dorosłe życie związała z Zieloną Górą. Trafiła tam już po chorobie… Od dnia kiedy stawiła się na leczenie minęło 18 lat, ale Ewa pamięta go dokładnie. Do szpitala pojechała tuż po odebraniu świadectwa ukończenia szkoły zawodowej. Wiedziała tylko tyle, że na lewej nodze ma guza. Po zabiegu jego wyłuskania i pięciomiesięcznej chemioterapii, wróciła do normalnego życia. Zaczęła nawet uczyć się dalej, ale po dziewięciu miesiącach nastąpił nawrót choroby i znowu stawiła się w Centrum Onkologii w Poznaniu. Aby nie dopuścić do rozwoju nowotworu i ratować Ewie życie, amputowano jej nogę powyżej kolana.

Ewa pokonała raka w momencie wkraczania w dorosłość, w wieku, kiedy charakter człowieka dopiero się kształtuje i zmierzenie się z tak poważną chorobą jest nie lada wyzwaniem. Jednak walczyła z rakiem pogodnie. – Amputacja była dla mnie szokiem. Przeżywałam to bardzo, czułam jednocześnie i niepewność i wewnętrzny spokój, że wszystko skończy się dobrze – mówi Ewa. – Pomogła mi wiara w Boga i przekonanie, że każdy ma swoją drogę życia, a Bóg ma właśnie wobec mnie taki plan. Bo trzeba być ufnym jak dziecko i nie pytać „dlaczego”, bo wszystko przydarza się „po coś”. Czy gdyby nie ta choroba, amputacja i splot różnych innych wydarzeń, zaczęłabym trenować lekkoatletykę, pojechałabym na Igrzyska? Raczej nie!

Powrót do codzienności…
… nie był łatwy. – Trudno mi było przywyknąć do protezy – opowiada Ewa. – Przypinałam obcą, sztywną rzecz i uczyłam się na nowo chodzić, często z bólem, bo dochodziło do otarć kikuta. Musiałam ją jednak „polubić”, zmusić do współdziałania by pomagała mi w przemieszczaniu się.

Siostra namówiła Ewę na przeprowadzkę do Zielonej Góry, gdzie sama mieszkała. Tam Ewa skończyła kolejną szkołę i znalazła pracę w księgowości. Potem przyszła fascynacja lekkoatletyką.

– U osób z niepełnosprawnością sport najpierw spełnia funkcje terapeutyczno–rehabilitacyjne. Dopiero z czasem, gdy czujemy się sprawniejsi, silniejsi, pojawia się myśl, że można go uprawiać wyczynowo, że może stać się celem życia – tłumaczy.

W 1997 r. za namową Pani Danuty Tarnawskiej trafiła do Zrzeszenia Sportowo – Rehabilitacyjnego „Start” w Zielonej Górze, do sekcji lekkiej atletyki.

– Próbowałam kilku dyscyplin, ale w basenie nie lubiłam długo siedzieć, a tenis stołowy był dla mnie nudny – śmieje się Ewa. – Wyszłam więc na stadion. Najpierw bawiłam się kulą, dyskiem, oszczepem. Okazało się jednak, że najlepsze wyniki osiągam w skoku w dal i biegu na 100 metrów.
Dzisiaj Ewa Zielińska jest…

… jedną z czołowych, światowych sportsmenek...

… w tych konkurencjach. Lista jej osiągnięć jest długa. Które z nich uważa za przełomowe?

– Na pewno start w Mistrzostwach Świata w 2002 r., kiedy zajęłam II miejsce, bo to był mój międzynarodowy debiut. Ale też Mistrzostwa Europy w 2003 r. Tam wymieszały się łzy – szczęścia i żalu. Z jednej strony, to wówczas po raz pierwszy zagrano dla mnie Mazurka Dąbrowskiego, ale też na podium stałam wtedy sama. Dwie Holenderki, z II i III miejsca, odmówiły wejścia ze mną na „pudło”. Dlaczego? Tego nie wiem… Może obraziły się, że wygrałam, a one w końcu startowały u siebie w domu… Było mi bardzo przykro, kiedy organizatorzy sugerowali, żebym medal odebrała… gdzieś na zapleczu.

Marzenie o wzięciu udziału w Igrzyskach Paraolimpijskich wzięło się z … zazdrości.

zdjęcie: Ewa Zielińska podczas wręczenia nagród Człowiek bez Barier 2008, fot.: P. Stanisławski
Ewa Zielińska podczas wręczenia nagród Człowiek bez Barier 2008, fot.: P. Stanisławski

– Był rok 2000. Moi koledzy klubowi wrócili z Sydney. W pięknych garniturach, dumni, radośni. Pomyślałam, że być Paraolimpijczykiem to jest coś! Patrząc na nich wyznaczyłam sobie kolejny cel – ja też chciałam znaleźć się w gronie najlepszych sportowców świata. Cztery lata później Ewa zakwalifikowała się do Igrzysk Paraolimpijskich w Atenach. Jej start określono jako sukces. – A dla mnie to czwarte miejsce, tak blisko medalu, było traumatycznym przeżyciem. Marzenie o pozycji medalowej wciąż było niespełnione… – wspomina Ewa.

To dlatego przygotowaniom do Igrzysk w Pekinie podporządkowała całe swoje życie. Pod okiem trenera Jerzego Walczaka trenowała 6 razy w tygodniu, po kilka godzin dziennie. Po treningach odnowa biologiczna, odpoczynek, żeby organizm zregenerował siły. Obozy, wyjazdy na zawody, mitingi, wszystko to wymagało czasu. Pracodawca udzielił jej bezpłatnego urlopu z zapewnieniem, że zawsze może wrócić do pracy. Przez prawie rok Ewa utrzymywała się z renty i ze stypendiów – z Urzędu Miasta w Zielonej Górze, które „wychodziła” szefowa jej klubu Danuta Tarnawska oraz (od kwietnia 2008 r.) z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Firma Otto Bock, jeden z jej sponsorów, który w części ufundował specjalistyczną, sportową protezę z włókna węglowego, zajął się jej serwisowaniem.

... ciąg dalszy na następnej stronie. Strony: 1, 2
Data opublikowania dokumentu: 2008-12-10, 14.29

Skomentuj na forum Wydrukuj
=

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) oraz zdjęć i elementów graficznych publikowanych w portalu www.niepelnosprawni.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

Partner technologiczny: TeamLab
Copyright by Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji