Uważa się, że największą wadą szkół specjalnych jest to, że tworzą edukacyjne getta, że izolują dzieci z niepełnosprawnością od zdrowych rówieśników. Odpowiedzią na nie było powstanie klas i szkół integracyjnych. Lepszym rozwiązaniem ma być edukacja włączająca, która daje szansę każdemu dziecku z niepełnosprawnością na podjęcie nauki w najbliższej obok domu szkole masowej. Wszystkie trzy typy edukacji są obecne w polskim systemie. Dyskutowali o nich eksperci podczas debaty, która odbyła się w siedzibie Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji.
Uczestnicy debaty:
Prof. Grzegorz Szumski - wykładowca Akademii Pedagogiki Specjalnej
Ewa Furmańska - dyrektor Zespołu Szkół nr 69 w Warszawie ul. Drewniana 8
Mirosława Pacuska - nauczyciel, pedagog specjalny w Zespole Szkół nr 69 w Warszawie, doradca metodyczny
Bożena Adamus - kierownik Oddziału Kształcenia Specjalnego, Kuratorium Oświaty w Warszawie
Beata Jagiełło - mama dziecka z mózgowym porażeniem dziecięcym
Elżbieta Kordus - mama dziecka niedowidzącego
Debatę prowadzi Piotr Stanisławski.
Piotr Stanisławski: Spróbujmy ustalić, w jakim miejscu znajduje się dziś polska edukacja dzieci z niepełnosprawnością. Mają Państwo własne doświadczenia i obserwacje, zatem na jaki typ szkoły wskazaliby Państwo jako najlepszy dla dziecka z niepełnosprawnością?
Mirosława Pacuska: Szkołę dla dziecka tak naprawdę wybiera rodzic i choć nie musi być specjalistą, to jego zdanie jest decydujące. Wszystkie te trzy typy szkół są niezbędne, aby oferta była szeroka. Szkoły specjalne są potrzebne, ponieważ mamy dzieci ze sprzężonymi niepełnosprawnościami i tak głębokimi, że w szkole ogólnodostępnej byłoby im bardzo trudno sobie poradzić. Potrzebne są też szkoły integracyjne i klasy integracyjne. Natomiast pomysł popularyzowania szkół włączających jest dobry, ale kompletnie pozbawiony zaplecza. Jest to jednak ważne, aby dziecko pozostawało w swoim środowisku, blisko domu, podwórka, na którym ma kolegów tych samych co w szkole. Szkoły integracyjne często wyłączają dzieci z lokalnego środowiska, bo trzeba je dowieźć do szkoły, więc dziecko przestaje mieć kolegów na swoim podwórku i trudniej ich zdobywa. Największą słabością szkół masowych jest to, że nie mają zaplecza wspierającego ucznia z niepełnosprawnością, nie mają przygotowanych nauczycieli, a ci, którzy w nich pracują, pozbawieni są wsparcia.

Na zdjęciu: Uczestnicy dyskusji w siedzibie Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji. Fot.: Marcin Urban
Ewa Furmańska: W Polsce edukację włączającą rozpoczęliśmy od końca. W idei włączania stworzonej przez Amerykanów - oni rozpoczęli to pierwsi - można ją zacząć wprowadzać wtedy, kiedy jest już szkoła mająca bazę i specjalistów wspierających ucznia ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. U nas powiedziano: w klasie ma być na 23 osoby jeden uczeń niepełnosprawny, a dalej niech sobie radzi dyrektor. To niejedyny powód, dla którego dyrektorzy szkół odmawiają rodzicom przyjęcia dziecka niepełnosprawnego. Przeszkodą są też rodzice pełnosprawnych dzieci, którzy nie życzą sobie, aby uczyły się one z „idiotą” lub „hamulcowym”, który w klasie obniża poziom. To jest kompletna nieprawda, bo nauczyciel powadzi lekcje dla wszystkich, a dziecko niepełnosprawne realizuje swój materiał z pomocą dodatkowego pedagoga specjalnego, który pomaga mu zrozumieć i przyswoić to, czego uczy główny nauczyciel.
Piotr Stanisławski: Wyobraźmy więc sobie klasę, w której uczy się dziecko niedowidzące lub posługujące się językiem migowym, albo z niepełnosprawnością intelektualną, które ma wspierającego pedagoga. W klasie są również bardzo zdolni pełnosprawni uczniowie, którzy szybko przyswajają kolejne punkty programu. Dojdzie do sytuacji, że albo uczeń z niepełnosprawnością nie będzie nadążał z poznawaniem materiału (z powodu potrzebnego mu dłuższego czasu na wyjaśniania), albo klasa będzie „spowalniana”, czekając na niego.
Mirosława Pacuska: Jestem pedagogiem specjalnym od 1999 roku w gimnazjum i uważam, że naprawdę można wszystko to, co jest w ogólnodostępnej szkole do zrobienia, dostosować do poziomu i możliwości dziecka np. z niepełnosprawnością intelektualną z pogranicza lekkiego i umiarkowanego stopnia. Mam ucznia, który jest w III klasie gimnazjum i realizuje dostosowany dla niego program. Można to osiągnąć, jeżeli się chce i jest się twórczym. Gdy nauczyciel realizuje treści dla wszystkich uczniów, ja z uczniem z niepełnosprawnością intelektualną wyciągamy z omawianego tematu to, co jest dla niego najbardziej przydatne w codziennym w życiu. Tak samo może być podczas doświadczeń z fizyki czy chemii, bo najważniejsze są wnioski, np. to że w postępowaniu z napięciem elektrycznym trzeba być bardzo ostrożnym. I tę wiedzę on z lekcji wyniesie.
Komentarze