Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

Tu chodzi o bezsilność

21.04.2010
Autor: Magdalena Gajda. Fot.: Piotr Stanisławski
Źródło: inf. własna

Przejechała pociągiem ponad 300 km. Wciśnięta między drzwi toalety i wagonu, bo tylko tam było miejsce na jej wózek inwalidzki. Uczucie poniżenia stłumiła myślami o warszawskich atrakcjach. Z zażenowaniem dziękowała ludziom, którzy pomogli jej wyjść z pociągu. - Dalej już sobie poradzę - zapewniała. A potem stanęła przed schodami, które broniły wyjścia ze stacji, i załamana schowała głowę w ramiona…

O filmie pt. „Modelki”, w reżyserii Moniki Pawluczuk, pisaliśmy już nieraz. Został zrealizowany w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Andrzeja Wajdy na zlecenie Integracji. Po raz pierwszy obejrzałam go dwa lata temu i do dziś pamiętam dokładnie tę scenę.

Młoda, śliczna dziewczyna kręci się na swoim wózku u podnóża stromych schodów - jedynego wyjścia z dworca kolejowego. Unika patrzenia w oko śledzącej jej ruchy kamery. Zdenerwowana odwraca się od niej, by nikt nie dostrzegł jej łez. Przez zaciśnięte zęby cicho klnie. Patrząc na nią, zrozumiałam, że uczuciem, które najczęściej towarzyszy osobom z niepełnosprawnością jest bezsilność - wobec świata stworzonego przez i dla ludzi zdrowych i sprawnych.

Za wysokie progi
Dominikę już poznaliście. Jest bohaterką reportażu pt. „Kilka sekund zmieniło całe moje życie”. Dziesięć lat temu nieuważny kierowca pozbawił jej przyjaciółkę życia, a Dominikę - prawej nogi. Miała szczęście, że przeżyła. Spotkała ludzi, którzy pokazali jej, że nawet z amputowaną kończyną można żyć aktywnie.

Dziś Dominika pracuje, prowadzi samochód, jeździ konno i na mono-ski, nurkuje. Czeka na miłość i na chwile, kiedy będzie tulić swoje dziecko. Kiedy ma na sobie spodnie, ci, którzy jej nie znają, nigdy by nie powiedzieli, że nie ma nogi. Sama Dominika - ruchliwa, energiczna, towarzyska - też by o tym zapomniała, gdyby nie sytuacje, gdy o jej niepełnosprawności przypominają jej inni.

Dominika uczyła się chodzić dwa razy - jako dziecko i po wypadku. Za drugim razem czuła się tak samo jak za pierwszym. Każdy krawężnik, każdy schodek urastał do rozmiarów skalnego stopnia na wysokogórskiej grani, na który nie da się wspiąć bez pomocy. Marzyła wtedy o tym, żeby świat był idealnie płaski, a budynki miały tylko parter i dziwiła się, że jest tak mało miejsc dla tych, którzy nie mogą unieść wyżej nóg.

Dwa razy Dominika uczyła się robić zakupy. Pierwszy raz - gdy towarzyszyła rodzicom jako dziecko, drugi - po wypadku. Ten pierwszy był radosny, drugi przyniósł upokorzenia. Bo cóż z tego, że w supermarketach są kasy obsługujące osoby z niepełnosprawnością? Zwykle ustawia się do nich długa kolejka. Dominika czuła się nieswojo, gdy musiała pokazywać legitymację osoby niepełnosprawnej, aby ją przepuszczono. Czasem czuła na sobie czyjś dociekliwy wzrok. Słyszała oburzone głosy - czy pani na pewno jest niepełnosprawna? Aby uniknąć takich sytuacji, robi zakupy w godzinach, kiedy ludzi jest jak najmniej lub w sklepach, w których jest znana przez obsługę.

Dominika rzadko jeździ autobusami. Zamontowane w nich siedzenia są tak wąskie, wolnego miejsca przy nich jest tak mało, że nawet osobom wyższym i większej postury siedzi się na nich niewygodnie. A co dopiero komuś, kto musi jedną z nóg wyciągnąć. Podobnie urządzono kina i teatry. Widocznie ktoś kiedyś obliczył, ile miejsca przysługuje jednemu widzowi, a modelowym przykładem nie był zapewne widz z amputowaną nogą, który po kilkunastu minutach seansu odczuwa ból. Dominika wie dokładnie, gdzie w jej rodzinnym Poznaniu znajdują się takie miejsca, w których jest wygodnie.

Największe niebezpieczeństwo czyha na nią na basenie. Nikt nie pomyślał, że wśród pływaków mogą znaleźć się i tacy, którzy przed wejściem do wody muszą rękę lub nogę odłożyć na bok. Nie wydzielono tuż obok wody miejsca, gdzie protezy nie będą przeszkadzały innym i nie zostaną uszkodzone i zawsze będą pod ręką.

Slalom gigant z białą laską 
Grzegorz jest niewidomy. Wzrok tracił stopniowo od 2000 r. Od dwóch lat do jego oczu dociera tylko światło. Nie załamał się psychicznie, bo starał się, aby w jego życiu wciąż coś się działo. Zarejestrował się w biurze pośrednictwa pracy w Centrum Integracja w Warszawie, wziął udział w warsztatach aktywizacji zawodowej, potem znalazł pracę w dziale sprzedaży jednej z warszawskich firm. W ubiegłym roku do sukcesów życiowych dołączył kolejny - ożenił się.

Tracił wzrok etapami i powoli przyzwyczajał się do białej laski. Dziś jest ona dla niego takim samym narzędziem jak inne. Młotek wbija gwoździe, kosa kosi trawę, a biała laska wydaje niesłyszalny sygnał: „Uwaga, mój właściciel widzi słabo lub nie widzi nic”.

Laska jest przydatna zimą. Ostatniej zimy spadło dużo śniegu. Spacer po mieście przypominał slalom gigant. Podobnie jak narciarze na stoku, tak Grzegorz na ulicach musiał przeciskać się wąskimi alejkami między górami śniegu, które nagle pojawiały się w miejscach, gdzie ich do tej pory nie było. Ba! Narciarze na ogół widzą przeszkody, które mają pokonać. Dodatkowym utrudnieniem były barierki i taśmy okalające budynki. To przecież łatwiejsze i tańsze postawić kolejną zawalidrogę, która jest niebezpieczna dla osób słabowidzących i niewidzących niż wynająć ekipę, która usunie z dachu śnieg i sople.

Do badania gruntu Grzegorzowi przydaje się nie tylko laska, ale i nogi. Wypustki w chodniku ostrzegają przed nagłym wtargnięciem na ulicę. Dobrze, że są, bo, w stolicy wciąż brakuje przejść dla pieszych z sygnałami dźwiękowymi. Zdarzają się i takie, które nie mają ani chodnikowych wypustek, ani świateł. Jeszcze gorzej oznakowane są zatoczki autobusowe. Poczucie bezsilności wzbudza w Grzegorzu także zachowanie kierowców komunikacji miejskiej, którzy podjeżdżają daleko od krawężnika lub wyłączają komunikatory głosowe informujące o kolejnych przystankach. Grzegorz boi się kolejowego Dworca Warszawa Śródmieście, który nie jest przystosowany dla osób niewidomych. Od czasu wypadku Filipa Zagończyka, który wpadł pod metro, Grzegorz chodzi tam tylko w towarzystwie osób widzących.

Laska pomocna jest w wielu, ale nie wszystkich sytuacjach. Nie uchroni głowy niewidomego przed zbyt nisko zawieszonymi szyldami reklamowymi i znakami drogowymi, ani przed pracownikami banku, w którym ubiegał się o kredyt. Kazano mu tam podpisywać tony papierów - aby później uznać, że jego podpisy są nie ważne, bo papierów nie przeczytał. Laska wskazuje Grzegorzowi bezpieczną drogę. Umożliwia samodzielność, którą ludzie i tak mu odbierają.



Czuję się jak koszyk
Kiedy Łukasz szykował się do swoich osiemnastych urodzin, los postanowił, że będzie je obchodził w szpitalnym łóżku, a przez resztę życia przejedzie na wózku. On - syn kapitana żeglugi śródlądowej, na wodzie od zawsze - jeden raz źle obliczył głębokość wody i „przypikował’ na mieliznę. Lekarze mówili, że przy takim złamaniu kręgosłupa (kręgi szyjne C6, C7) nie wiadomo, czy sam będzie oddychał. W szpitalach spędził rok. Po kolejnym roku zdał maturę. W następnych latach zdobył dyplom w warszawskiej Akademii Pedagogiki Specjalnej. Dziś pracuje jako doradca zawodowy osób z niepełnosprawnością. W 2008 r. ożenił się. Do dziś uśmiecha się na wspomnienie miny lekarza, który zapytał go, jak będzie prowadził samochód, mając niesprawne i ręce i nogi. Łukasz podprowadził go do okna i pokazał mu auto, którym przyjechał do niego na wizytę.

Łukasz lubi śmiać się, choć nie zawsze było mu do śmiechu – np. gdy wrócił do rodzinnego Ciechanowa, do mieszkania na drugim piętrze budynku, w którym nie dało się zainstalować windy. Przez dwa lata wychodził na dwór, tylko dlatego, że miał szczęście do życzliwych, twardych ludzi, którzy niemal codziennie taszczyli go na wózku po schodach z góry i pod górę. Potem kupił mieszkanie na parterze.

Łukasz nie śmieje się, gdy trafia do sklepu, w którym wejścia do hali z towarami bronią żelazne, obrotowe bramki. Czuje się jak koszyk na zakupy, przejeżdżając ze schyloną głową przeznaczonym na nie wejściem, albo przeciskając się przez wąskie przejścia między kasami. Czasem wizyty w sklepach kończą się dla niego dodatkowymi wydatkami na wymianę zniszczonych elementów wózka.

Łukasz, podobnie jak Grzegorz, nie śmiał się ostatniej zimy. Wtedy, kiedy okazywało się, że „koperty” parkingowe dla kierowców z niepełnosprawnością, położone najbliżej wejść do budynków, ktoś uznawał za doskonałe miejsce do zwalenia na nich hałd śniegu. I wtedy, kiedy dozorcy na osiedlu reklamującym się jako dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnością odśnieżali tylko główne alejki wokół bloków, zapominając o bocznych, prowadzących do sklepu, przedszkola lub przystanku autobusowego. Tworzyli dróżki tak wąskie, że nie było sposobu, aby przejechać przez nie wózkiem.

Łukasz nie cieszy się, kiedy nie może zaparkować na „kopercie”, bo inny kierowca zatarasował ją połową swojego samochodu. Czuł się upokorzony, kiedy dostał bilety do kina na premierowy seans, a kiedy przyjechał na miejsce okazało się, że film wyświetlany jest na pierwszym piętrze, na które można wejść po schodach.

Nie cieszą go przepisy, które zabraniają mu zarabiać tyle, ile są warte jego wiedza i doświadczenie. Przepisy te grożą mu odebraniem świadczenia rentowego, które wydaje na leki i  zabiegi rehabilitacyjne. Łukasza nie cieszą też ludzie, którzy patrzą na niego ze współczuciem, zamiast traktować jako dojrzałego, 32-letniego, niezależnego mężczyznę.

Łukasz jest szczęśliwy w swoim garażu, kiedy może „pogrzebać” przy samochodzie. I każdego ranka, kiedy na swoim wózku robi dookoła bloku kilka szybkich rundek, aby poćwiczyć mięśnie rąk i pleców. Sportu nie uprawia, bo nie ma na to czasu. Twierdzi gorzko, że dla osób z niepełnosprawnością w Polsce najlepszym sportem jest przeżyć normalnie kolejny dzień.

***

Dominika, Grzegorz i Łukasz przeżyli groźne wypadki i choroby. Przezwyciężyli ból, słabości, ograniczenia, które powoduje im niesprawne ciało. Pracują, uczą się, kochają, realizują plany, spełniają marzenia. Walczą dalej – o to, aby nikt chory, niepełnosprawny nie czuł się upokorzony, prosząc o pomoc w sytuacji, w której mógłby być samodzielny; by żaden niepełnosprawny nie czuł goryczy, że nikt nie pomyślał o jego potrzebach.

Dominika, Grzegorz i Łukasz dołączyli do Fundacji Integracja, pokazując, jak wiele mogą osiągnąć osoby z niepełnosprawnością dzięki pomocy ludzi dobrej woli. Namawiają do wspólnej walki o Polskę wolną od barier, lęków i bezsilności.

Dodaj komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin

Komentarze

brak komentarzy

Prawy panel

Sonda

Czy chciał(a)byś zaszczepić siebie lub osobę, którą się opiekujesz, gdyby pojawiła się szczepionka przeciw COVID-19?

Biuletyn

Wspierają nas