Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

Uwięzieni z dala od miasta. Brak transportu publicznego narusza prawa obywateli

16.12.2018
Autor: Ilona Berezowska, fot. Maciek J./Freeimages.com
Pomazany słup przystanku z rozkładem jazdy, w tle drewniana chata

- Samorządy na ogół nie były zainteresowane organizacją publicznego drogowego transportu zbiorowego i – do czasu kontroli NIK – jedynie administrowały tym transportem. Połowa kontrolowanych samorządów nie badała i nie analizowała potrzeb przewozowych w publicznym transporcie zbiorowym, z tym z uwzględnieniem potrzeb osób niepełnosprawnych i osób o ograniczonej zdolności ruchowej – mówił Tomasz Emiljan, dyrektor Najwyżej Izby Kontroli, podczas odbywającego się w dniach 14-15 grudnia 2018 r. w Warszawie II Kongresu Praw Obywatelskich.

To właśnie NIK przeprowadził w latach 2013-2015 kontrolę funkcjonowania transportu pasażerskiego, a jej wyniki potwierdziły przekonanie Barbary Imiołczyk, dyrektorki Centrum Projektów Społecznych w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, organizatora Kongresu, że problem transportu publicznego jest całkowicie niewidoczny, a jednocześnie brak siatki połączeń poważnie narusza prawa obywateli.

Wykluczenie z życia

W burzliwej dyskusji podczas sesji „Wykluczenie transportowe mieszkańców mniejszych miejscowości” dominował pogląd, że brak transportu publicznego generuje poważne problemy społeczne, nie tylko w regionach i w społecznościach lokalnych, ale również na poziomie ogólnopolskim, a nawet światowym.

Młodzież mieszkająca w miejscowościach, w których transport zbiorowy nie funkcjonuje, ma utrudniony dostęp do edukacji i jest wykluczona z życia kulturalnego pobliskich miast. Osoby w wieku produkcyjnym nie mogą podejmować pracy. Osoby starsze i z niepełnosprawnością nie mogą dostać się np. do lekarza.

- Tu już nie chodzi tylko o tego lekarza. Jeśli osoby starsze i niepełnosprawne nie mają możliwości ruszenia się z domu, to jest to po prostu wykluczenie ich z życia. Tyle się mówi o rosnącym potencjale osób starszych, a w ten sposób cały potencjał jest marnowany – zwracała uwagę Elżbieta Ostrowska z Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów.

Mieszkańcy uciekają

Gminy tracą jednak nie tylko potencjał swoich mieszkańców, ale również ich samych. Pozbawieni możliwości korzystania z transportu ludzie przenoszą się do innych miejscowości.

- I robią to już uczniowie szkół średnich, którzy z braku dojazdu wybierają naukę w gimnazjach w większych miastach. To jest skutek polityki transportowej w Polsce powiatowej – potwierdza Karol Trammer, założyciel i redaktor naczelny dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”.

Jednak problem z transportem oznacza także kłopoty z korkami na głównych drogach w kraju, zanieczyszczeniem powietrza i ekonomią gospodarstw domowych, spośród których 75 proc. posiada samochód osobowy. Kolejne 9 proc. ankietowanych w 2017 r. przez CBOS gospodarstw wyrażało chęć zakupu samochodu, jednak nie miało na to wystarczających środków finansowych.

- To przymusowa sytuacja. To nie jest tak, że wszyscy mamy samochody i nie potrzebujemy transportu zbiorowego. My właśnie dlatego mamy te samochody, że nie ma transportu publicznego – przekonywał mówca z sali.

- Na dodatek samochód nie jest rozwiązaniem – dodała Barbara Imiołczyk. – Nie mają go ci, którzy są biedniejsi. Mniej samochodów mają osoby z niepełnosprawnościami. Ich wykluczenie się pogłębia, a prawa człowieka do korzystania choćby z edukacji czy życia kulturalnego są przez to zdecydowanie naruszane.

Sztuczne zadanie do rozwiązania?

Odpowiedź na pytanie, dlaczego wykluczenie transportowe nie znalazło jeszcze rozwiązania, podzieliła panelistów i uczestników sesji. Według Jarosława Komży, eksperta Związku Powiatów Polskich, kwestia transportu nie powinna dotyczyć wszystkich zainteresowanych. W jego opinii, nie wiadomo, kto i w jakim stopniu ma potrzebę korzystania z transportu publicznego i być może nacisk na jego funkcjonowanie jest wywoływaniem sztucznego zadania do rozwiązania.

Ta wypowiedź wywołała ostry sprzeciw zarówno części panelistów, jak i uczestników sesji. Zdaniem większości zebranych, transport publiczny i jego dostępność powinny być powiązane z regionami, które doświadczają wykluczenia, a skorzystają na tym wszyscy mieszkańcy, w tym zarówno młodzież szkolna, seniorzy, jak i osoby z niepełnosprawnościami.

- Kolejną przyczyną problemu jest fakt, że samorządy nie otrzymały ani możliwości prawnych, ani pieniędzy na realizację zadań – kontynuował Jarosław Komża.

Mieszkańcy nie zgłaszają potrzeby

Z kolei brak świadomości problemu jest przyczyną, dla której Marcin Skonieczka, wójt gminy Płużnica, nie szukał dotąd rozwiązania.

- Prawda jest taka, że nasi mieszkańcy nie zgłaszają takiego tematu, więc nie zajmujemy się nim, nie szukamy rozwiązań. Być może to nie jest do końca dobre, ale nasza społeczność potraktowała te wszystkie ograniczenia dotyczące dojazdu do pracy, szkoły, miasta, jako naturalną część mieszkania w gminie wiejskiej i nie zgłasza potrzeby zmiany. Funkcjonują u nas tylko dowozy do szkół i nie są one realizowane pojazdami dostosowanymi do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Takim osobom mamy do zaoferowania gminnego busa, ale korzystanie z niego wymaga zgłoszenia się z wyprzedzeniem – wyjaśnił nam Marcin Skonieczka.

Zapewnił, że jako wójt podgląda rozwiązania w innych miejscowościach i jest otwarty na rozmowę z mieszkańcami.

Podniósł się poziom świadomości

- Jedną zmianę można już zauważyć. Społeczeństwo zorientowało się, że jest źle – mówił Karol Trammer.

Jego zdaniem, coraz częściej mieszkańcy regionów dostrzegają znaczenie autobusów i kolei dla całej społeczności. Podał też rozwiązania, które mogłyby przynieść poprawę:

  • udostępnienie autobusów szkolnych mieszkańcom,
  • wprowadzenie regulacji prawnych pozwalających na rozwój systemu autobusów na telefon, który uzupełniłby siatkę przewozów szkolnych w najbardziej wykluczonych rejonach.

- Powinna też nastąpić, w dalszym etapie, zmiana szczebla odpowiedzialności. Transport powinien być zarządzany na szczeblu wojewódzkim tak, by autobusy dowoziły ludzi do pociągów – mówił redaktor „Z Biegiem Szyn”.

Wśród innych propozycji zwrócono uwagę na rozwiązania czeskie, gdzie transport dowozi ludzi do głównych ciągów komunikacyjnych. Podano przykład powiatu lipnowskiego, w którym udało się założyć własną firmę transportową i zbudować siatkę połączeń. Wskazano potrzebę poprawy ustawy o transporcie publicznym, która w obecnym kształcie nie przewiduje kar ani zachęt dla samorządów.

Niestety rzeczywistość, gdy transportem zbiorowym, i do tego dostosowanym do potrzeb różnych pasażerów, będzie można bez przeszkód dojechać do celu, jest jeszcze bardzo odległa.

Komentarz

  • życie na wsi to wiezienie pisałam na waszym portalu
    Marta
    28.12.2018, 23:02
    http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/577176 już dawno zwracałam uwagę na brak transportu na wsi w tym właśnie artykule. Mamy "pod górę" ale realnie patrząc dla 2-3 osób niepełnosprawnych na wsi transport się nie zwróci. Autobusy zostały zabrane nie bez racji. Codzienne kursy generowałyby tylko straty. Moim zdaniem rozwiązaniem byłby asystent osoby niepełnosprawnej i transport według potrzeb . Mogę to zilustrować własnym przykładem: Przez 12 wiele lat jeździłam do znajomych autobusem 160 km. W tej chwili ten autobus nie kursuje dlatego że w ciągu ostatnich 4 lat jechało nim 6-7 osób mimo że był dalekobieżny trasa Białystok -Rzeszów. Jeśli niepełnosprawność nie pozwala nam na zrobienie prawa jazdy jest bardzo trudno. Niestety brak transportu to też skutek działań człowieka.

Dodaj odpowiedź na komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin
Prawy panel

Sonda

Co przede wszystkim powinien zrobić nowy rząd premiera Mateusza Morawieckiego dla osób z niepełnosprawnością?

Biuletyn

Wspierają nas