Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

Masz wiadomość! Miłość w czasach Internetu

14.02.2019
Autor: Magdalena Dąbek, fot. pixabay.com
koperta oznaczająca wiadomość elektroniczną znajduje się na czerwonym kółku

Pamiętacie komedię romantyczną „Masz wiadomość” z 1998 r. z Meg Ryan i Tomem Hanksem? Bohaterowie filmu poznali się przez Internet. 21 lat temu portale randkowe dopiero raczkowały, dziś tylko w Polsce mają 3,4 mln użytkowników. To prawie połowa singli żyjących w naszym kraju. Co naturalne, także tych z niepełnosprawnością.

Krótki research pozwala stwierdzić, że poszukiwanie miłości przez różnego rodzaju media ma już co najmniej 300 lat. Listy miłosne, ogłoszenia matrymonialne w gazetach, a nawet na przystankach autobusowych z czasem przeniosły się do sieci: najpierw w formie wszelkiego rodzaju forów i czatów, następnie: portali i aplikacji przeznaczonych dla singli, którzy nie mieli okazji, czasu albo śmiałości poznać kogoś „na żywo”.

Wybór jest duży: można szukać samemu, zdać się na algorytm, czytać opisy lub tylko oglądać zdjęcia i przesuwać palcem (tzw. swipe) w prawo bądź w lewo. Są strony ogólne, dedykowane konkretnym orientacjom seksualnym, a także osobom z niepełnosprawnością. Tylko czy trzeba się ograniczać?

Zamknięty krąg

Wybór portalu randkowego dla osób z niepełnosprawnością to w zasadzie przyjęcie założenia, że tylko z inną osobą z niepełnosprawnością może nam się udać. Początkowo kusząca może się wydawać zbieżność problemów.

- Niedługo po założeniu przeze mnie konta, bo w styczniu 2016, napisał do mnie pewien człowiek z województwa dolnośląskiego (ja jestem ze śląskiego) i od słowa do słowa zaczęliśmy pisać ze sobą i wymieniać długie wiadomości: po około cztery dziennie, które pod względem długości można było podciągnąć pod wypracowania szkolne – opowiada Zuzanna. – Pisał, że łączą nas wspólne problemy zdrowotne i tym sposobem złapałam się na haczyk. Pisaliśmy tak przez około pół roku i planowaliśmy spotkanie, ponieważ w międzyczasie zaczęło się rodzić między nami uczucie – tak wtedy myślałam, a on mnie w tym utwierdzał.

Single z niepełnosprawnością mogą zakładać, że inna osoba niewidoma, na wózku czy z konkretnym schorzeniem najlepiej zrozumie ich sytuację, nie będzie trzeba pewnych rzeczy tłumaczyć i narażać się na trudne pytania i dziwne spojrzenia.

„Czekaj, naprawdę jesteś niewidoma?”

Za wyborem „sprofilowanego” portalu stoją też negatywne doświadczenia z „czatowania” na portalach ogólnych. Jak mogą wyglądać, opisała na swoim blogu korzystająca z Tindera niewidoma Yevgeniya Pankova:

„Otrzymywałam dziennie 10 lub więcej wiadomości typu:

Czekaj, naprawdę jesteś niewidoma?
Nie, skłamałam… ktoś na pewno byłby na tyle zmieszany, żeby o tym kłamać.

Hej, nie chcę być podły. Wydajesz się naprawdę świetną dziewczyną, ale jak ma to zadziałać, skoro nie widzisz?
Po pierwsze, to jak mówić bez urazy i wciąż mówić coś obraźliwego? Po drugie, jasne, że nie. Nie mogę „widzieć” nas, pracując z taką postawą.

Chciałem tylko powiedzieć, że jesteś bardzo inspirująca i życzyć Ci wspaniałego dnia!
Nie potrzebuję litości, jeśli nie zamierzasz ze mną rozmawiać. Dzięki, ale nie”.

No dobrze, to skąd w takim razie tyle pozytywnych historii o parach sprawno-niepełnosprawnych, które poznały się przez Internet? Wszystkie napisali pracownicy portali?

Mówić czy nie mówić? Oto jest pytanie

Zakładając konto na Fotce, Tinderze czy Sympatii warto zastanowić się, co ma definiować nas jako potencjalnych partnerów. Mikołaj Jabłoński, prowadzący bloga i kanał na Youtube „Słabowidzący – dobrze myślący” poświęcił temu sporo uwagi w jednym ze swoich filmików. Mikołaj, jako osoba słabo widząca, kilkukrotnie umawiał się na randki przez Tindera, nie zawsze informując dziewczynę wcześniej o swojej niepełnosprawności (jego wada wzroku nie jest zauważalna na pierwszy rzut oka). Na którymś etapie znajomości ta informacja „wychodziła na jaw”, ale nigdy nie była tą najważniejszą.

Czy to znaczy, że powinno się ukrywać niepełnosprawność przed potencjalnym partnerem? Nie! Wiele może natomiast zdziałać złapanie do niej dystansu:

„Nie pójście w żadną skrajność: ani w ukrywanie, że jest z czymś problem, ani nie obnoszenie się z tym, że: Patrz! Ja po prostu jestem osobą niepełnosprawną i olać to, że jestem też osobą o zainteresowaniach artystycznych, umiem gotować czy słucham Mozarta” – radzi w swoim kanale Mikołaj.

„Pokażcie, że jesteście fajnymi osobami”

Podobne podejście ma inny niepełnosprawny vloger, Rafał Miszkiel. Rafał, który jeździ na wózku i ma amputowane prawe przedramię, przetestował na swoim kanale aplikację Tinder. Na swoim profilu zamieścił prawdziwe zdjęcia z różnych swoich aktywności i w ciągu doby uzyskał zainteresowanie ze strony 44 dziewczyn.

„Moim zdaniem to wszystko zależy od tego, jaką osobowością jesteśmy, co robimy, jak wyglądamy, no i czy nie będziemy jakąś kulą u nogi” – zaznacza w filmiku.

Wtóruje mu komentująca materiał widzka:

„Kilka lat temu pisałam z chłopakiem, którzy jeździł na wózku. Spodobało mi się jego zdjęcie i byłam ciekawa, jak nam się będzie rozmawiać, czyli standardowy początek znajomości. Pisaliśmy kilka dni, jednak im dłużej to trwało, tym bardziej byłam zmęczona. Praktycznie przy każdej rozmowie wracał do tego, że jest mu ciężko kogoś znaleźć i że jest niepełnosprawny. Dla mnie to nie był problem, przecież kocha się człowieka za to, jaki jest, a nie jaki ma stan zdrowia. Na początku zapewniałam go, że jest w porządku i chciałabym go poznać, ale po którymś razie stało się to męczące. W tym filmiku pokazałeś, że jak ma się pasje i jest się ciekawym człowiekiem, to można kogoś poznać, nawet jeżdżąc na wózku czy będąc osobą chorą. Są różne dziewczyny, ale jeśli trafi się na porządną, to do cholery, pokażcie, że jesteście fajnymi osobami”.

Ale czy to jest bezpieczne?

Już w XVIII wieku pojawiały się wątpliwości, czy spotkanie z osobą poznaną na odległość (wówczas: przez ogłoszenie w gazecie) jest bezpieczne. Podejrzewano, że to prostytutki szukają tą drogą nowych klientów, a geje (wówczas: homoseksualiści) ukrywają się przed tropiącą ich (brytyjską) policją. Dziś zaufanie społeczne do romansowania przez Internet jest znacznie większe, niemniej w niektórych momentach powinna nam się zapalić czerwona lampka. Zdjęcia jak z żurnala, roznegliżowane fotki w lustrze, nadmierne spoufalanie się już od pierwszych słów to symptomy, które mogą sugerować fake’owe, czyli fałszywe konto. Podobnie jak naciąganie na opłaty premium czy pożyczkę gotówki. Zdarzają się też osoby, które zakładają kilka kont.

- Dzień przed moimi urodzinami przypadkowo trafiłam na jego drugie konto na tym samym portalu. Było tam to samo zdjęcie profilowe, ale inne informacje i między innymi województwo, dlatego wcześniej na niego nie trafiłam – opowiada Zuzanna. – Chciałam tę sytuację jakoś wytłumaczyć, ale niestety jego tłumaczenia były tak pokręcone, że sytuacja, iż ktoś mu zdjęcie ukradł i założył konto była niemożliwa. Mimo że nigdy się nie spotkaliśmy, ale pisaliśmy długo ze sobą, to ta znajomość wywarła na mnie jakieś piętno i teraz podświadomie boję się znajomości na odległość i kolejnego oszustwa.

Historie udane

To wcale nie znaczy, że to się nie może udać.

- Poznałem żonę na Zaadoptujfaceta, po wielu latach poszukiwań na wszystkich możliwych portalach – pisze Jarosław.

- Poznałam obecnego na Sympatii, jesteśmy razem już dwa lata – dodaje Wioleta.

Zaskakujący finał korzystania z Fotki opisuje Monika:

- Byłam na Fotce. Miałam zamiary bardziej stricte związane ze swoim blogiem. Oczywiście większość facetów, z jakimi miałam styczność to szukali do spotkania na raz. Ale znalazłam też kilku fajnych, jednak znajomość nie przetrwała. Ale w momencie, gdy miałam juz usuwać konto, poznałam Adriana i już po 1 tygodniu znajomości spotkaliśmy się i jesteśmy ze sobą od 7 miechów.

To tylko kilka z historii z happy endem, do których droga zapewne nie była usłana różami. Kiedy w „Masz wiadomość” grany przez Toma Hanksa Joe napisał do Kathleen (Meg Ryan): „Myślisz, że powinniśmy się spotkać?”, ta najpierw zareagowała: „Spotkać? O mój Boże!”. A potem poszła na spotkanie.

A gdyby tak dać sobie szansę i w wirtualnym, i w realnym świecie?

Dodaj komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin

Komentarze

  • Wszystko zależy od dwóch osób
    Wojciech
    18.02.2019, 11:38
    Zgadzam się z tym, że wszystko zależy od nas, od dwóch osób. Jednak znaleźć kogoś odpowiedniego nie jest proste. Użalanie się nad sobą osoby niepełnosprawnej przed nowo poznaną osobą również uważam za co najmniej niestosowne. W artykule napisano, żeby nie być kulą u nogi. Mam jednak pewien problem z tym stwierdzeniem. Ktoś, kto ma postępującą chorobę genetyczną i z czasem będzie potrzebował coraz większej pomocy w codziennych czynnościach bez swojej woli może się stać ciężarem, kula u nogi. Może mieć ciekawą osobowość, ale pewnych rzeczy nie da się załatwić pogodnym usposobieniem. W dzisiejszych czasach spotkanie odpowiedniej osoby jest bardzo trudne. Nie każdy jest gotowy na życie z osobą niepełnosprawną. Na razie nie mam odwagi i nie wiem, czy kiedykolwiek będę miał.
    odpowiedz na komentarz
  • anty-romantyk
    Jakub
    17.02.2019, 16:56
    "Droga redakcjo! Dzięki Wam poznałam cudownego faceta, ja jestem niewidoma, on też. Doskonale się rozumiemy i chcielibyśmy założyć rodzinę. Nurtuje nas tylko jedno pytanie: czy za dwie renty i jedną płacę minimalną z telemarketingu uda się nam zorganizować ślub i wziąć kredyt na mieszkanie? Ewentualnie ze ślubu możemy zrezygnować, ale u rodziców meiszkac razem nie możemy. Czy moglibyście nam coś doradzić?" I tyle w temacie, poznać fajnego człowiek, ba stworzyć stały związek to koszt, poczynając od kwiatów, biletów na autobus do innego miasta a na mieszkaniu kończąc. Dalej chyba mówić nie muszę, jeżeli myśleć o przyszłości, to trzeba godnie pracować i zarabiać, a bez tego ni czym (pieniądze) ni po co (depresja).
    odpowiedz na komentarz
  • Kajman
    Kajman
    17.02.2019, 16:18
    doprawdy??
    odpowiedz na komentarz
  • Szczęśliwe historie istnieją. Ale słuchając tych nieszczęśliwych tracę nadzieję.
    Milena
    14.02.2019, 22:10
    Nie jestem jakąś feministką, ale niepełnosprawne kobiety mają gorzej niż niepełnosprawni mężczyźni. Bo jeśli trafią na jakiegoś zboczeńca, a ten je zgwałci, a w wyniku gwałtu zajdzie w ciążę, która zagrozi jej życiu lub zdrowiu? Czy by przeżyć, będzie musiała dokonać aborcji? Nawet gdyby chciała je urodzić (i zatrzymać lub oddać do adopcji parze pragnącej dziecka), może nie mieć wyjścia ze względu na swój stan zdrowia.
    odpowiedz na komentarz
Prawy panel

Sonda

Czy powinny istnieć limity zarobków dla rencistów?

Biuletyn

Wspierają nas