Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

Każdy ma swoją Aconcaguę

11.02.2011
Autor: Magdalena Gajda
Źródło: inf. własna, fot. mat. prasowe

Łukasz Żelechowski, niewidomy dziennikarz i informatyk, oraz Piotr Pogon, konsultant organizacji pozarządowych, pacjent onkologiczny po resekcji płuca, to bohaterowie medialni ostatnich dni. Nie ma stacji radiowej i telewizyjnej ani gazety, które nie opisywałyby wyczynu dwóch niepełnosprawnych alpinistów. 29 stycznia zdobyli oni Aconcaguę (6 962 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Andów i Ameryki Południowej.

Spod samiuśkich Tater do…
Obaj bohaterowie wyprawy „Richter Expedition – Aconcagua 2010” pochodzą z Krakowa. Łukasz Żelechowski jest niewidomy od urodzenia. Zapachy i dźwięki gór poznał dzięki rodzicom i siostrze. Miał 9 lat, kiedy wszedł na Połoninę Caryńską w Bieszczadach. Jak sam mówi,  góry nauczyły go pokory, szacunku do drugiego człowieka i miłości do przyrody. Na co dzień uczy dzieci niewidome w jednej ze szkół w Krakowie.


Na zdj. od lewej: Bogdan Bednarz, Piotr Pogon i Łukasz Żelechowski, fot. mat. prasowe

W 2006 r., podczas Festiwalu Zaczarowanej Piosenki w Krakowie, Łukasz (który również śpiewa i muzykuje) spotkał Annę Dymną i opowiedział jej o swojej „górskiej pasji”. Rok później znalazł się w ekipie osób z niepełnosprawnością, które zdobyły Kilimandżaro (5895 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Afryki, leżący w Tanzanii, na pograniczu z Kenią. Tam poznał Piotra Pogona, pracującego wówczas dla Fundacji „Mimo wszystko”.

Piotr od 16. roku życia choruje na nowotwór. Zaczęło się od guza krtani. Przeszedł operację, chemio- i radioterapię, a mimo to doszło do przerzutu do lewego płuca. Poddał się resekcji płuc. Ostatnio wykryto u niego nowe ognisko choroby, ale Piotr nie poddaje się. Wspina się, startuje w maratonach i pracuje dla organizacji pozarządowych; jest  foundraiserem, czyli poszukuje funduszy na działalność tychże organizacji. Wkrótce po poznaniu się obaj panowie odbyli wspólną wyprawę na Elbrus (5642 m n.p.m.), najwyższy szczyt Kaukazu, i zaczęli planować następną. Tym razem chcieli się skierować do Ameryki Południowej, w Andy, i wejść na kolejny szczyt Korony Ziemi, Aconcaguę.

Na przełomie września i października 2010 roku w Białymstoku odbyła się konferencja pt. „Polka w Europie”. Jedną z osób reprezentujących na tym spotkaniu światowy koncern farmaceutyczny Gedeon Richter była Karolina Wojtczak. Kiedy poznała Łukasza i Piotra, ich osiągnięcia i plany, wysłała do Anety Grzegorzewskiej, rzecznika prasowego firmy, SMS o treści: „Są ludzie, którym trzeba pomóc”.

–Podeszłam do tej sprawy bardzo racjonalnie, bo ludziom, którym trzeba pomóc, jest wielu, a my nie jesteśmy w stanie udzielić wsparcia wszystkim – wspomina Aneta Grzegorzewska. -  Ale po kilku minutach rozmowy z Łukaszem i Piotrem byłam przekonana, że podjęliśmy słuszną decyzję, aby sponsorować ich wyprawę. Bo przecież tak naprawdę nie chodziło o zdobycie szczytu, ale zdobycie marzeń. W podobny sposób pomogliśmy jednemu z naszych kolegów w firmie, który chorował na nowotwór, a jego pragnieniem było wejście na Mount Blanc.

Zdjęcie: Łukasz Żelechowski na tle Andów
Na zdj. Łukasz Żelechowski, fot. mat. prasowe

Oprócz Łukasza i Piotra, do ekipy „Richter Expedition – Aconcagua 2010” dołączyli również  Arkadiusz Mytko, tłumacz i podróżnik, oraz Bogdan Bednarz, ratownik GOPR, przewodnik wysokogórski i opiekun osób z niepełnosprawnością. Ten ostatni - ze względu na poważną infekcję - nie uczestniczył jednak w ataku szczytowym, ale koordynował akcję radiowo.  

Andy dźwięczą inaczej
Ludzki organizm wymaga stopniowej adaptacji do warunków panujących na terenach wysokogórskich. Osoba, która stale przebywa na nizinie, odczuwa fizyczne dolegliwości zmiany wysokości już przy 2 tys. m n.p.m. Winne jest ciśnienie atmosferyczne, które wraz ze wzrostem wysokości zmniejsza się i powoduje, że nasze płuca wchłaniają mniej tlenu.

Nagłe zmiany wysokości wywołują tzw. chorobę wysokościową (wysokogórską), której następstwami są m.in. obrzęk płuc i mózgu, wylewy krwi do siatkówki oka, obrzęki rąk, nóg, twarzy oraz narządów wewnętrznych. Objawy świadczące o obrzęku płuc to duszność przy jednoczesnych częstych i szybkich oddechach, przyspieszona akcja serca, potem kaszel połączony z odkrztuszaniem pienistej wydzieliny oraz sinica oka i paznokci. Z kolei objawy obrzęku mózgu to spowolnienie myślenia, zaburzenia koordynacji ruchu, dezorientacja, nudności i wymioty. Na koniec może dojść do drgawek i śpiączki, a nawet – choć rzadko – zachowań agresywnych.

Naturalną formą zapobiegania chorobie wysokogórskiej jest aklimatyzacja, czyli adaptowanie organizmu do stopniowo zwiększanej wysokości . - Zwykle na takie przystosowanie alpiniści przeznaczają ok. 4-5 tygodni, a my na całą wyprawę mieliśmy  10 dni, bo każdy z nas musiał wracać do swoich obowiązków rodzinnych i zawodowych. Szczyt Aconcagui atakowaliśmy 28 stycznia, po kilku dniach pobytu w bazie głównej - wspomina Piotr Pogon.


Na zdj. od lewej: Piotr Pogon, Łukasz Żelechowski i Arkadiusz Mytko, fot. mat. prasowe

Łukasz Żelechowski wyznaje, że cała wyprawa na Aconcaguę wymagała od uczestników ogromnej walki. - Punktem kulminacyjnym był atak szczytowy, przeprowadzony z wysokości 5600 m n.p.m. Najtrudniejsze było ostatnie 300 metrów, kiedy wspinaliśmy się po osypującym się gruncie. Robiliśmy ostrożnie dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. A po wejściu czekało nas jeszcze 12 godzin marszu w dół, praktycznie na granicy wyczerpania, po to, by znaleźć się w schronie bezpieczeństwa na wysokości 6000 metrów n.p.m. Cały następny dzień poświęciliśmy na zejście do głównej bazy Plaza de Mulas. Pomagali nam inni polscy alpiniści, którzy byli w tym rejonie – opowiada Łukasz.

Żelechowski przyznaje, że niektórych etapów tego zejścia po prostu nie pamięta. Pamięta za to, że Andy pachną „sucho”, bo nie ma na nich drzew, a andyjskie potoki szumią zupełnie inaczej niż tatrzańskie. Pamięta też jak próbował oszukać chorobę wysokościową i zmagał się z hipotermią. – Po powrocie z gór siedziałem w kurtce puchowej drżąc z zimna przy temperaturze powietrza 30 st. C. Turyści robili sobie ze mną zdjęcia – wspomina niewidomy alpinista. Podkreśla, że udało mu się zejść dzięki wsparciu Bogdana Bednarza, który sam nie wszedł, a  mimo to drogą radiową prowadził na szczyt pozostałą trójkę uczestników wyprawy. – Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, mówił: „idziesz wolno, ale idziesz – to znaczy, że kojarzysz i zejdziesz” – opowiada Łukasz.

Każdy ma swój szczyt
Po trwającej 10 dni akcji wysokogórskiej wyczerpani alpiniści zostali przewiezieni śmigłowcem do bazy wyjściowej Puenta del Inca. Łukasz doznał dodatkowo poparzeń dłoni, a Piotr miał odmrożoną lewą stopę. Do Polski uczestnicy wyprawy wrócili 5 lutego. Od tego czasu są bohaterami polskich mediów.

Łukasz Żelechowski jest bowiem pierwszym niewidomym Polakiem,  który zdobył najwyższy szczyt Andów.  W lutym 2007 r. z Aconcaguą zmierzył się Paweł Urbański, niewidomy informatyk z Gdańska, ale dotarł tylko do 5600 m n.p.m. – to  wysokość, z której uczestnicy tegorocznej wyprawy z powodzeniem zaatakowali szczyt. Z kolei Piotr Pogon dał świadectwo, że nawet osoba z poważną chorobą płuc może poradzić sobie na ekstremalnych wysokościach.

- Zdajemy sobie sprawę, że nasz wyczyn to symbol – mówi Łukasz Żelechowski. – Bo polskie społeczeństwo wciąż myśli o niepełnosprawnych stereotypowo. Dla większości sprawnych niepełnosprawny to taki, co siedzi w domu i nic nie robi. Trzeba ich uczyć , że jesteśmy pełnowartościowymi ludźmi, że mamy plany i marzenia i je realizujemy. To smutne, ale zdarza się, że
że nasza niepełnosprawność bardziej przeszkadza osobom sprawnym niż nam. Zdarza się, że to sprawni ograniczają niepełnosprawnym dostęp do wielu dziedzin życia. Bo czy ktoś np. widział niepełnosprawnego artystę występującego na festiwalu polskiej piosenki w Opolu? - podsumowuje niewidomy Łukasz.

Zdaniem Piotra Pogona, każdy z nas, pokonując codziennie trudności, ograniczenia, „zdobywa swoje własne szczyty”. Nie zawsze tak wysokie jak Aconcagua, ale równie ważne, bo stanowiące o naszej wartości, a dające nadzieję innym. – A wiecie Państwo, co dla mnie było najważniejsze w tej wyprawie? Że niewidomy człowiek otworzył mi oczy na wiele spraw, których do tej pory nie dostrzegałem. W górach nie używa się zaimka „ja”, tylko „my” i warto przełożyć to na całe życie – mówi Piotr Pogon.


Medal dla prezesa Gedeon Richter
Wyłącznym sponsorem „Richter Expedition – Aconcagua 2010” był jeden z czołowych europejskich koncernów farmaceutycznych Gedeon Richter. W podziękowaniu za pomoc i wsparcie, prezes firmy, Laszlo Nemes (z pochodzenia Węgier), otrzymał od uczestników wyprawy zabytkowy medal, którym odznaczani byli w latach 20. ubiegłego stulecia najbardziej szanowani obywatele Węgier.
 

Dodaj komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin

Komentarze

  • Dziękuję
    Piotr
    14.02.2011, 12:59
    Szanowni Panowie! Do: Piotra Pogon, Łukasza Żelechowskiego i Bogdana Bednarza. Dziękuję Wam za zdobycie Aconcagua. Pokazaliście innym niepełnosprawnym i sprawnym, że można zawsze żyć „całą gębą”, realizując najśmielsze marzenia. „ Czapki z głów”! Pozdrawiam serdecznie Piotr
    odpowiedz na komentarz
Prawy panel

Sonda

Co sądzisz o proponowanych przez rząd zmianach w ustawie o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych?

Biuletyn

Wspierają nas