Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

Dwa lata do igrzysk zimowych. Czy będą medale?

12.03.2020
Autor: Ilona Berezowska, fot. Mateusz Różański, Maciej Wolański/PZSN Start, Bartłomiej Zborowski/Polski Komitet Paraolimpijski
Uśmiechnięty Igor Sikorski siedzi na wózku prezentując brązowy medal

Dokładnie za dwa lata dobiegać końca będą XIII Igrzyska Paraolimpijskie w Pekinie 2022. W jakim będziemy wtedy nastroju? Wiele wskazuje na to, że jako kibice nie będziemy mieli wielu okazji, by cieszyć się z polskich medali.

- Zaplecze zawodników, którzy mogliby pojechać na igrzyska za dwa lata nie urosło jakoś znacząco – mówi Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, analizując stan przygotowań polskiej kadry na 2 lata przed igrzyskami.

Problemów nie brakuje w żadnej z zimowych dyscyplin, a podstawowym jest brak pieniędzy.

- Teamy takie jak Szwajcaria, Austria, Francja mają cały sztab, który wspiera zawodników – mówi prezes Szeliga. – Na zawody wysyłają rozbudowane i kosztowne zespoły. Zawodnicy mają do dyspozycji kilku serwisantów. My nie mamy takich możliwości. Na zawody wysyłamy zawodników, jednego serwisanta, trenera i może fizjoterapeutę.

Hokeiści na sledżach na lodowisku podczas meczu
Polski hokej na sledżach czeka na utalentowanych zawodników

Mimo kłopotów, walka do końca

Problemy z budżetowaniem sportów zimowych przekładają się bezpośrednio na szanse medalowe. W hokeju ograniczają możliwości zdobycia nawet kwalifikacji.

- Nie jestem optymistą – przyznaje Tomasz Woźny, trener koordynator hokeja na sledżach z Integracyjnego Klubu Sportowego „Atak” w Elblągu. – Jak na nasze możliwości, osiągnęliśmy dużo. Jesteśmy na 13. miejscu w rankingu na świecie. Zajęliśmy piąte miejsce w grupie B na mistrzostwach świata. To sukces, zważywszy na to, jak trenujemy. Niestety drużyny usytuowane wyżej w rankingu są poza naszym zasięgiem.

Drużyna hokeja na sledżach opiera się na zawodnikach-amatorach. Na turniejach rywalizują z zawodowcami, ale po powrocie, bez stypendiów i wsparcia, wracają do swojej pracy zawodowej.

- Dlatego szanse mamy bardzo niewielkie – tłumaczy Tomasz Woźny. – Światowa czołówka jest bardzo mocna. Tam zawodnicy są wyłącznie hokeistami. U nas niestety nie.

Tomasz Woźny problem finansowy widzi nie tylko w ofercie dla zawodników. Godzina jazdy na lodowisku to koszt 700 zł. Drogi jest także sprzęt. Hokeiści na sledżach poza zawodami nie mają okazji, by zmierzyć się z rywalami. Są jedyną drużyną w kraju.

- Dokładamy z własnych pieniędzy. Borykamy się z problemami, ale na pewno będziemy walczyć o tę kwalifikację olimpijską do końca – zapewnia trener hokeistów.

Igor Sikorski przesiada się z wózka na monoski
Igor Sikorski przesiada się z wózka na monoski

Sikorski, Skupień, Faron...

Jeszcze mniej optymistycznie przedstawia się sytuacja curlingu.

- Curling niemal nie istnieje. Pojawiło się kilku zawodników, ale to jeszcze nie jest poziom, przy którym można walczyć o kwalifikację olimpijką – potwierdza Łukasz Szeliga.

Większych szans medalowych upatruje w narciarstwie zjazdowym. Blisko podium widziałby Igora Sikorskiego – brązowego medalistę z Pjongczangu – i wracającego do sportu Andrzeja Szczęsnego.

- Są oczywiście także młodzi zawodnicy, ale nie przewiduję, żeby w ciągu dwóch lat wypracowali medalową formę – mówi prezes Szeliga.

Chociaż zimowe sporty indywidualne są tańsze od zespołowych, to jednak warunkiem rozwoju jest określona liczba godzin na śniegu. To wiąże się z kosztownymi wyjazdami. Kolejną barierą jest sprzęt.

- Monoski, pozwalający na jazdę na siedząco, kosztuje koło 20 tys. zł. Kulonarty to wydatek 2 tys. zł. Do tego dochodzi podstawowy sprzęt każdego narciarza – precyzuje Łukasz Szeliga.

Według jego oceny, kadra narciarstwa biegowego i biathlonu w Pekinie będzie zbliżona do tej, która startowała w Pjongczangu. Tu faworytami są Witold Skupień oraz Iweta Faron.

- Udaje im się stawać na podium w zawodach pucharowych – tłumaczy prezes Szeliga. – Myślę, że za dwa lata będą gotowi na sukcesy paraolimpijskie.

Iweta Faron i Witold Skupień przed startem
Iweta Faron i Witold Skupień

Zabraknie mistrzyni świata

W kadrze snowboardowej trenuje na razie jeden zawodnik – Wojciech Taraba.

- Wiązałam również nadzieje z bardzo obiecującą zawodniczką, Moniką Kotzian – mówi Małgorzata Kelm, trenerka parasnowboardu. – Niestety, jej grupy startowej w Pekinie raczej nie będzie. Nie jesteśmy z tego zadowoleni.

Zdaniem Małgorzaty Kelm, brak możliwości startu tej mistrzyni świata w parasnowboardzie z 2019 ogranicza możliwości medalowe w tej dyscyplinie. Wprawdzie pojawiają się nowi zawodnicy, ale przygotowania do paraolimpijskich startów wymagają czasu i pieniędzy.

- Po raz pierwszy mamy sekcję parasnowboardową – mówi Małgorzata Kelm. – Trenujemy, chociaż czasami to nie jest proste. Wymaga uporu trenera i woli walki zawodnika. Wymaga również finansowania. Z tegorocznych planów realny stał się jeszcze tylko jeden start w sezonie.

Dwa lata do startu w Pekinie to za mało, by zmienić sytuację sportowców zimowych. Nie brakuje młodych zawodników, chętnych do uprawiania tych dyscyplin. Jednak bez długofalowych zmian w systemie wyszkolenia i finansowania sportowców, szanse na medale podczas zimowych igrzysk paraolimpijskich pozostaną niewielkie.

Wojciech Taraba jedzie na snowboardzie
Wojciech Taraba na snowboardzie

Dodaj komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin

Komentarze

brak komentarzy

Prawy panel

Sonda

Czego najbardziej Ci brakuje, gdy kolejne dni spędzasz w domu z powodu zagrożenia koronawirusem?

Biuletyn

Wspierają nas